17.02.2026 13:00 4 OR
Ta historia wydarzyła się około półtora roku temu, ale do dziś wywołuje uśmiech, zarówno wśród parafian, jak i samych duszpasterzy. Na swoich mediach społecznościowych przypomnieli ją gdańscy salezjanie.
Jak informują w mediach społecznościowych duszpasterze, wszystko zaczęło się od telefonu do jednego z księży parafii Salezjanów w Gdańsku Oruni. Zaniepokojona parafianka poinformowała, że po domach chodzi jakiś ksiądz i zapowiada wizyty u chorych na kolejny tydzień.
To wzbudziło podejrzenia. W parafii wizyty duszpasterskie u osób chorych są wcześniej ogłaszane w kościele lub potwierdzane telefonicznie. Zapowiadanie się z tygodniowym wyprzedzeniem – bez informacji w parafii – nie pasowało do przyjętych zasad. Ostrzeżenie było więc jednoznaczne: jeśli ktoś taki się pojawi, trzeba zachować ostrożność.
Czujna parafianka potraktowała sprawę bardzo poważnie. I, jak się później okazało, nie tylko ona.
A dzisiaj, tak dla lepszego humoru - taka mała anegdotka pt.: „Na Oruni zawsze sobie poradzą” Dzwoni do mnie pewnego...
Opublikowany przez Salezjanie Gdańsk Orunia Piątek, 13 lutego 2026
Tydzień później, w pierwszy piątek miesiąca, do jednego z domów zapukał ksiądz. Nowy w parafii, świeżo przybyły duszpasterz – ksiądz Kuba. Chciał elegancko się przedstawić i uprzedzić o wizycie u chorych. Tyle że… nikogo wcześniej o tym planie nie poinformował.
Drzwi się otworzyły. W środku czujne seniorki.
— My tu wiemy o takich! Przebierańcy! Oszuści! — usłyszał duchowny.
Nie było miejsca na długie wyjaśnienia. Ksiądz grzecznie podziękował i, jak sam później żartował, wykonał taktyczny odwrót.
Chwilę później zadzwonił telefon do parafii:
— Proszę księdza! Ten przebierańiec przyszedł! Ale żeśmy go pognały! — dodały
Dopiero wtedy zaczęto łączyć fakty. Szybka weryfikacja, szybkie wyjaśnienie i zrozumienie, że doszło do klasycznego nieporozumienia personalnego.
„Przebierańcem” okazał się nowy, jak najbardziej prawdziwy ksiądz w koloratce, bez żadnego kamuflażu. Miesiąc później ksiądz Kuba ponownie zapukał do tych samych drzwi. Tym razem już oficjalnie zapowiedziany, bez atmosfery podejrzeń. Jedna z pań przyjęła go z uśmiechem i powiedziała:
— Ma ksiądz dużo szczęścia… bo my byłyśmy tutaj przygotowane — poinformowała
Obok stał w pogotowiu kij baseballowy.
Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: redakcja@nadmorski24.pl. Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.