W środę i czwartek (10 i 11 lutego) na Zatoce Gdańskiej trwały poszukiwania marynarza, który wypadł za burtę okrętu ORP Orkan. Rozpoczęto poszukiwania - niestety, mężczyzny nie udało się odnaleźć żywego.
Zaginięcie marynarza z ORP Orkan załoga odnotowała, kiedy nie stawił się na zbiórce. Jak czytamy w Polsce Zbrojnej, zgodnie z procedurą z pokładu nadano sygnał „człowiek za burtą”. Okręt znajdował się wówczas półtorej mili morskiej od gdyńskiej dzielnicy Redłowo.
„Na ratunek ruszyło siedem jednostek z 3. Flotylli Okrętów w Gdyni oraz trzy statki i łódź należące do Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa SAR. Towarzyszył im śmigłowiec Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. W akcję włączyły się też straż graniczna i straż pożarna, której zastępy przeszukiwały brzeg pomiędzy Gdynią a Sopotem. Ekipy ratownicze działały przy stale pogarszającej się pogodzie. Nad Trójmiastem i Zatoką Gdańską zaczął sypać śnieg, wiał też mocny wiatr” – czytamy w publikacji.
— Kilka minut po starcie załoga stwierdziła spadek widzialności i pogorszenie warunków atmosferycznych w morzu, przerywając zadanie i powracając na lotnisko w Gdyni-Babich Dołach. Po konsultacji meteorologicznej załoga wykonała ponowny start o godz. 2:20. Zadanie jednak zostało przerwane ze względu na pogarszające się warunki w rejonie. O godzinie 8:00 Anakonda wystartowała po raz trzeci i również tym razem załoga stwierdziła warunki meteorologiczne uniemożliwiające wykonanie zadania. Śmigłowiec lądował na lotnisku startu o godzinie 8:11 – relacjonowali gdyńscy lotnicy.
Jak podają wojskowi, po kilkunastu godzinach od alarmu udało się odnaleźć zwłoki marynarza. Ciało zostało przetransportowane do portu. Okoliczności zdarzenia bada Żandarmeria Wojskowa. Wiele wskazuje na to, że na pokładzie doszło do nieszczęśliwego wypadku.